Starannie ustawione szyki idą w rozsypkę a dokładnie omówiony plan nurkowania „bierze w łeb”. Nowe zasady ustala trójka delfinów. Spotykamy je na północnym krańcu ściany Abu Kafan. To jedno z ładniejszych miejsc na Morzu Czerwonym. Prawie bezwietrzna pogoda umożliwiła odwiedziny rafy. Wystająca z głębin skała jest niezbyt rozległa i cumowanie przy niej przy wzburzonym morzu jest prawie niemożliwe. Abu Kafan (Ojciec Głębin) znajduje się na pełnym morzu i wystarczy lekki wiaterek a już mogą być kłopoty. Na pokładzie mamy niepełnosprawnego nurka i dlatego tak bardzo obserwujemy pogodę. Rodzina delfinów wyraźnie jest zainteresowana tym, kto tu dziś nurkuje. Młody, trochę speszony, pływa bardzo blisko mamy i stara się cały czas jej dotykać. Tata śmiga slalomem między nurkami, zakreśla koła, ciasne spirale i wyskakuje z wody. Wygląda jakby się bardzo dobrze bawił. Znajduje na rafie żółwia, ten w panice rzuca się do ucieczki a cała rodzina delfinów zaczyna go ścigać. Tu jest gdzie uciekać. Ciemno-granatowe głębie Abu Kafan opadają aż na 500m. Drugie nurkowanie i znowu witają nas delfiny. Nie ma tylko żółwia. Pewnie uciekł gdzieś bardzo głęboko. Z prawdziwą przyjemnością mogliśmy znowu podziwiać przez kilkanaście minut, te przemiłe stworzenia. W końcu zniknęły w niebieskim Morzu Czerwonym. Nurkowanie na tej wspaniałej ścianie w małej, bo dziesięcioosobowej grupce nurków i to jeszcze z delfinami to nie lada gratka.