|
Z Hirtshals w Danii wyruszyliśmy tuż po północy. Prom nazywa się Król Christian IV. Jak się później dowiedziałem, Christian IV był władcą Norwegii i przy okazji królem Danii ( 1588 - 1648) Będziemy płynąć do rana, więc wykupiliśmy kuszetki. Bardzo szybko wyjaśnia się, dlaczego są takie tanie (około 20zł). Nasze kabiny znajdują się na jednym z najniższych pokładów. Pewnie maszynownia jest też nad nami. Brakuje tylko by załoga przed zamknięciem wodoszczelnych grodzi poprosiła o oddanie, co kosztowniejszych rzeczy, portfeli i kart płatniczych z dołączonym PIN-em oczywiście. Ostro kiwa, jesteśmy zmęczeni i to jest silniejsze od strachu – śpimy. Rano dopływamy szczęśliwie do Norwegii do portu w Kristiansand. Znajdujemy właściwą drogę i wyruszamy w stronę Bu. Po wjechaniu w góry okazuje się, że naokoło leży śnieg! Część Waleni zaczyna intensywnie przeszukiwać bagaże, by sprawdzić czy przypadkiem nie zabrali nart. Wąska droga wspina się po górskich serpentynach. Seria ostrych zakrętów i za kolejnym spotykamy Norwega, którego auto stoi w poprzek drogi. Trzeba się zatrzymać. Droga pokryta jest cienką, ale szczelną warstewką lodu. Kolejno, powolutku wyjeżdżające zza zakrętu auta zatrzymują się na poboczu. Teraz kolej na Czechów, auto nie chce się zatrzymać, wyskakują w biegu i próbują zatrzymać auto rękami, w końcu opierają się kołem o betonowy murek oddzielający drogę od przepaści. W dole widać miasteczko Ana Sira, rzeczka, most, trochę domków, kościółek z malutkim, przytulnym cmentarzem.... Z góry nadjeżdża kolejne auto. Norweska rodzina z dziećmi podróżuje w tym samym kierunku, co my. Jadą powolutku, ale jadą, ruszamy za nimi i my. Na dole, w miasteczku droga jest posypana drobnymi kamyczkami - to umożliwia dalszą, w miarę normalną jazdę. Droga składa się z samych zakrętów, stromych podjazdów i zjazdów. Najdłuższy prosty odcinek nie przekracza (jak mi się zdaje) 50m. W końcu dojeżdżamy na miejsce. Grupa, która mieszkała tu przed nami, sprząta domki i przygotowuje się do wyjazdu. Domki są nowe, zbudowane z drewna. Są bardzo dobrze wyposażone: dwie łazienki, sauna, lodówka, zmywarka do naczyń, kuchenka. W każdym może wygodnie mieszkać 10 osób. Sauna używana jest głównie do suszenia pianek. Najlepsza i tak jest jadalnia z dużym oknem patrzącym na piękna zatoczkę i wejście do fiordu. W takich warunkach telewizor jest już prawdziwym przeżytkiem. Domek jest drewniany, więc jak przyszedł sztorm a może raczej silny wiatr, czuć było, że trzęsą się ściany. Możliwe, że dokładali się do tego chrapacze, bo w nocy można było posłuchać wielu utworów, na co najmniej trzy głosy chrapiące...
Po zainstalowaniu się w domkach idę zwiedzać okolicę. Miejsce, w którym mieszkamy otoczone jest wysokimi skałami, okolica wygląda bardzo malowniczo. Jest piękna słoneczna pogoda. Niestety, zapowiedzi są mało optymistyczne – zbliża się sztorm.
• strona 1 • strona 2 • strona 3 • strona 4 • strona 5 •
|