|
Rok temu, Norwegia przywitała nas śniegiem. Było zimno, sztormowo i wiało silne i zimne wiatrzysko. Utkwiło to w pamięci Waleni tak mocno, że trudno było skompletować skład na tegoroczny wyjazd. Z konieczności ekipę uzupełnili wędkarze. W sumie pojechało nas 6-ciu w tym dwóch wędkarzy. Bu przywitało nas skąpane w słońcu. Szybko rozpakowaliśmy bagaże i wędkarze wyruszyli w morze. Trzeba wykorzystać piękną pogodę. To może się zmienić bardzo szybko. Jak będzie wie tylko Olav a i on czasami się myli. Tym razem zamieszkaliśmy w domku Majki. Nasza miła gospodyni wyprowadziła się wraz z trójką dzieci i Olavem do Egersund. Można powiedzieć, że po wyjeździe Majki i jej rodziny, Bu opustoszało. Pozostało tu tylko trzech stałych mieszkańców. Sami panowie i każdy przekroczył już 80-tkę. Hytty, w których mieszkaliśmy rok temu zajęte są przez nurków z Lublina i wędkarzy z Niemiec. Późnym wieczorem wracają nasi wędkarze objuczeni rybami. Początek mamy wyśmienity: wspaniała pogoda i obfity połów ryb. Rano wstałem troszeczkę wcześniej. Wyczyściłem kilka ryb. Przygotowałem filety i usmażyłem sobie na śniadanie zawartość małej patelni. Co było do zjedzenia zjadłem i usmażyłem drugą. Zapach smażonych, świeżych ryb obudził kolejno następnych a patelenka cały czas była w ruchu. Po śniadaniu, wędkarze wyruszają w morze a my idziemy nurkować.
Zabieramy kusze i nie zamierzamy wracać z pustymi rękami. Temperatura wody 16 st C. Widzialność kiepska - mniej niż 10m. Nurkujemy na tej ściance gdzie w zeszłym roku spotykaliśmy dużo ryb. Tak jest i tym razem. Powoli nizałka zapełnia się rybami. Wędkarze też mają sukcesy. W ruch idzie waga. Mamy około 20 kg ryb, nie jest źle. Ale to trzeba będzie zjeść. Na obiad będzie zupa rybna z makaronem i smażona ryba. Był plan żeby raz ugotować zupę rybną z ryżem, ale nic z tego nie wyszło, stale była z makaronem. Jadłospis był mało urozmaicony, ale oparty na świeżych, doskonałych rybach. Kolejne nurkowanie na tej samej ściance. W zacisznym zakątku na skalnej półce znajdujemy żabnicę. Ryba jest dość brzydka, czasami nawet z powodu swego wyglądu nazywana jest diabłem morskim. Nie upolowaliśmy jej jednak dla jej zniewalającej urody, powód był bardziej prozaiczny – wyśmienite mięsko. Odcięta paszcza prezentująca bardzo solidne uzębienie zawisła na ścianie szopy nurkowej. W końcu wisiały tam trzy paszcze żabnic i jeden łeb dużego dorsza złowionego na wędkę. Pogoda cały czas nadzwyczajna i „nadrewelacyjna”. Słonecznie, bezwietrznie i bardzo ciepło. Trafił nam się bardzo solidny kawałek tegorocznego upalnego lata.
• strona 1 • strona 2 • strona 3 •
|