|
Komory o dnie zasypanym rumoszem skalnym, który kiedyś oderwał się od stropu i spadł. Zadzieram głowę do góry żeby zobaczyć czy przypadkiem coś nie leci w moim kierunku. No, bo przecież te, co leżą teraz na dnie kiedyś wisiały pod stropem. Kiedy indziej przeciskamy się pomiędzy kolumnami mineralnych nacieków. Tworzyły się setki lat. Trzeba być ostrożnym i delikatnym. Pływamy powolutku, ostrożnie używając płetw. Na dnie zalega cienka warstwa bardzo drobnych osadów. Nieostrożny ruch płetwą i całe to paskudztwo natychmiast unosi się w wodzie. Nurkujemy z młodą, sympatyczną Austriaczką Karin. Mimo trzech pianek, jakie wciąga na siebie przed nurkowaniem wychodzi z wody fioletowa z zimna. Przewodników jest kilkoro. Szwajcar, Meksykanie… Twierdzą zgodnie, że nurkowanie w cenotach bardzo silnie uzależnia i jak już się wpadnie w nałóg to bardzo trudno jest się z niego wyrwać.
Proponują nam nurkowanie „w oceanie”. Mają być rekiny. Na 100%. Żarłacze tępogłowe. Są agresywne. Zdarzają się ataki tych rekinów na kąpiących się ludzi. Przewodnicy zapewniają, że jest bezpiecznie. Rekiny nie atakują nurków (tak się umówiły z przewodnikami). Nurkowaliśmy już z rekinami, ale z tymi jeszcze nie. Widzialność jest niezła i to jest dobra wiadomość. Rekiny do identyfikacji napotkanych będą używać oczu a nie zębów. Rekiny były. Obydwie strony zaspokoiły swoją ciekawość zachowując odpowiedni dystans. Wracamy. Jak zawsze pełni wrażeń i jak zawsze trochę żal że się już skończyło. Spędzamy upojne chwile na lotnisku we Frankfurcie. Powody są dwa: mgła na lotniskach w południowej Polsce i strajk części pracowników lotniska. Kilka razy zmieniają nam godziny wylotu i lotnisko docelowe w kraju. Najgorzej ma kierowca busika, który zabierz nas z lotniska do domu. Krąży między Katowicami i Krakowem. Ostatecznie znalazł się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Gorzej z naszymi bagażami.
• strona 1 • strona 2 • strona 3 • strona 4 •
|