Kuba




Kiedy pierwszy raz oglądałem przywieziony z Czech film o nurkowaniu z rekinami na Kubie uznałem, że nasi południowi sąsiedzi podjęli nieudaną próbę samobójczą.
Później oglądnąłem film jeszcze kilka razy w towarzystwie klubowiczów i ostatecznie zapadła decyzja: jedziemy zobaczyć to na własne oczy.
Potężny Jumbo Jet zabiera nas razem z czterystoma innym podróżnymi na wysokość 10km i z prędkością około 1000km na godzinę zmierza w kierunku Kanady. Nad Toronto skręca na południe i wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej pędzimy w kierunku Hawany. Na Kubie naszym celem jest archipelag o wdzięcznej nazwie Królewskie Ogrody. Kolejne kilkaset kilometrów pokonujemy autobusem a ostatni odcinek łodzią napędzaną przez dwa potężne, niemiłosiernie kopcące silniki.
Zajmujemy kabiny na przydzielonych nam łodziach i zasypiamy.
Pierwsza noc w tropikach nie przebiegła gładko i spokojnie.
Czas jest zmieniony o 6 godzin. Temperatura zmieniona o jakieś 30 st. C, no i te czekające na nas w głębinach rekiny.
Na pierwsze nurkowanie płyniemy łodzią wyposażoną w dwa potężne, niemiłosiernie kopcące silniki. Te potężne potężnie dymiące silniki to chyba jakaś miejscowa tradycja.
W towarzystwie dwóch przewodników wskakujemy do wody. Rafa jest szara, pokryta jakimiś łatwo lotnymi osadami. Podniesione przez nieuważnych nurków zmniejszają bardzo efektywnie widzialność. Jest dużo dużych ryb, są mało płochliwe. Ciekawskie podpływają blisko żeby zobaczyć, kto tu dziś nurkuje.
Żadnych rekinów, nawet najmniejszego śladu. Jesteśmy trochę rozczarowani.
Dive-masterzy postanowili, że chcą sobie nas oglądnąć w wodzie i mają do tego pełne prawo. Przez następne kilka dni dużo czasu spędzimy razem w wodzie.
Drugi dzień: opadamy na piaszczyste dno. Na środku podwodnej zatoczki wypiętrzony fragment rafy. Przewodnik chowa w tym wzgórku worek z rybami.
Nagle znikąd pojawiają się rekiny. Zaczynają krążyć i szukać schowanych ryb. Cichutko wiszę w kąciku rafy i staram się nie rzucać w oczy.
Przewodnik podpływa i nożem przecina worek. Postanowił trochę ułatwić im zadanie. Pierwszy znalazca łapie rybę w paszczę i w nogi. Po krótkiej kotłowaninie pusty worek opada na piasek a rekiny znowu krążą spokojnie. Niesamowite, wokół nas, nad nami przepycha się stado rekinów i jak na razie nikomu nic złego nie zrobiły.

Przed nurkowaniem dowiedzieliśmy się, że obowiązkowo trzeba ubrać rękawiczki i buty (albo skarpetki) tak żeby rekin nie pomylił sobie jasnej dłoni z rybą.

No i nie bać się.

Kolejny dzień –znowu rekiny, troszkę głębiej, ale rekinów jest więcej niż wczoraj i same duże sztuki.
Tym razem odważyłem się podpłynąć trochę bliżej i starałem się robić zdjęcia. Muszę nieskromnie stwierdzić, że kilka jest niezłych. Drugie nurkowanie w długich wąskich szczelinach. Bardzo fajne miejsce.

 

 • strona 1 • strona 2strona 3 • strona 4 •

 




Copyright © 2007 www.masztalerz.eu. Strona wykonana przez be2art