Marsa Alam - 2 (strona 5)




Obok Doliny Królów jest monumentalna świątynia-grobowiec królowej Hatszepsut. Tu przed świątynią, na ogromnym, pustym placu, w 96 roku rozegrał się dramat: terroryści zabili ponad 80 turystów. Teraz, na każdym kroku widać uzbrojonych „po zęby” policjantów i wojsko.
Przy schodach wiodących do świątyni siedzi Arab ubrany w elegancką galabiję. 

Pyta nas skąd jesteśmy, odpowiadamy:
   - Bolanda – aha, jak tak, to:
   - dzień dobry!

Cała reszta grupy witana jest już polskim "dzień dobry". Dyskretnie wyciągnięta ręka oczekuje na bakszysz. Chcesz zrobić sobie zdjęcie z elegantem w galabiji – proszę bardzo, ale z fałdów galabiji wysuwa się czarna, spracowana dłoń – bakszysz. Potrzebny ci wózek bagażowy na lotnisku – 2 funty. Nie jest to dużo, 1 funt to mniej niż 1zł, ale Egipcjan jest bardzo dużo.
Składamy jeszcze wizytę kolosom Mamnon i jedziemy na miejsce zbiórki by w konwoju wrócić do Hurghady.

 

Na drugą stronę Nilu wracamy mostem. Zatrzymujemy się by zrobić ostatnie zdjęcia. Na horyzoncie pojawia się starsza pani w pięknych czarnych szatach. Papierowa torba z czymś bardzo ważnym, nieruchomo spoczywa na jej głowie. Atew zagaduje ją po arabsku i kobieta z uśmiechem podaje mi rękę...

 

Z okien mikrobusu możemy oglądać pola uprawne w dolinie Nilu. Klimat, jaki tu panuje pozwala na 4 zbiory pszenicy w ciągu roku. Poletka są małe i uprawiane ręcznie. Wszędzie zielono, palmy daktylowe, ogromny kontrast: przed chwilą widzieliśmy jałową, szarą, spaloną słońcem pustynię a teraz szalejąca zieleń.
W dolinie Nilu, na ziemi uprawnej, która stanowi zaledwie 3% powierzchni Egiptu, nie wolno budować domów mieszkalnych. Można budować schronienia dla zwierząt gospodarskich. W tych budowlach, które wyglądają tak jakby przed chwilą wybuchła tam mina przeciwczołgowa, razem ze zwierzętami mieszkają egipscy rolnicy i ich rodziny. Z naszego punktu widzenia, żyją w skrajnej nędzy. Powszechnym środkiem transportu jest osiołek. Obładowany do granic wytrzymałości musi jeszcze na swym grzbiecie zanieść właściciela do „domu”. Od stuleci nic się nie zmieniło, no może jedno: często na tych „ruinach” zauważyć można talerz telewizji satelitarnej.
W hotelu zameldowaliśmy się około 2300. To był długi i ciężki dzień.

 

 strona 1strona 2strona 3 • strona 4 • strona 5 •

 




Copyright © 2007 www.masztalerz.eu. Strona wykonana przez be2art