|
Uff, co za ulga.
Ostatni dzień spędzimy na łowieniu ryb. Czeka nas bardzo długa podróż samolotem i teraz musimy mieć obowiązkową przerwę w nurkowaniu.
Dwoma specjalnie przystosowanymi do tego łodziami wypływamy na pełne morze i do wody wędrują sztuczne przynęty, które są ciągnięte za łodzią na długich, grubych żyłkach. Naszym łupem padają tuńczyki żółtopłetwe, barakudy i wahoo. Jest tego już bardzo dużo, będziemy wracać. Jedną z łodzi kieruje „nasz” Jimi, nagle „trach”. Maszyny zwalniają obroty. Tracimy jeden z silników a Jimi zyskuje ksywkę „zabójca silników”. Wieczorem wracamy do bazy nurkowej na kolację przygotowaną ze złowionych przez nas ryb. Rewelacja. Zjadamy potężne porcje fantastycznie przygotowanych, smakowitych ryb. Zdecydowaną większość zostawiamy w bazie. Malutki bar będzie teraz oferował potrawy ze świeżo złowionych ryb.
Teraz czeka nas podróż na raty. Najpierw do Manili, tam mamy dzień przerwy a później morderczy, bo 13,5 godzinny lot do Amsterdamu.
Palau jest piękne ale to kawał drogi…
• strona 1 • strona 2 • strona 3 • strona 4 •
|