Safaga - 2




Arabskie linie lotnicze próbowaliśmy pierwszy raz. To, że czytacie tą historyjkę oznacza tylko jedno – przewoźnik nie zawiódł. Inna rzecz, że nasz wyjazd „wisiał na włosku”. Jak napisałem Danielle jakimi liniami lotniczymi zamierzamy lecieć to dowiedziałem się, że jesteśmy szaleni i że wyśle po nas mikrobusik dopiero wtedy jak wylądujemy i zadzwonimy do niej, że jesteśmy cali. Powiedziała, że nie będzie nadaremno wysyłać go taki kawał drogi.
Wybraliśmy inne linie lotnicze i dopiero wtedy Danielle zgodziła się wysłać po nas transport przed lądowaniem samolotu.
Podobnie jak ostatnim razem, pojechaliśmy do Safagi, do dobrze zorganizowanej bazy. Prowadzonej precyzyjnie i zgodnie z regulaminem.
Na początek trzeba się zgłosić do biura. Żeńska obsługa wita nas uśmiechając się miło. Ostatecznie od naszego pobytu tutaj minęło niewiele czasu i jeszcze nas tu pamiętają. Trzeba wypełnić i podpisać dwa formularze i pokazać książkę nurka. Moje papiery nurkowe leżą, oczywiście, w pokoju hotelowym. Mówię, że chwilowo nie mam ich przy sobie, ale mogę je przynieść i okazać jutro. Na co usłyszałem:

 

    - przecież nie jesteś tu pierwszy raz i powinieneś pamiętać, że w pierwszy dzień trzeba okazać książkę nurka.


Co z tego, że Danielle doskonale mnie pamięta? Regulamin mówi, że po wypełnieniu i podpisaniu formularzy trzeba okazać książkę nurka.
Dowiadujemy się, że będziemy pływać inną łodzią niż ostatnio z inną załogą i innym dive-masterem. Na początek łódka jest tylko dla nas.
Rano sprawdzamy przygotowany dla nas nitrox. Wyniki zapisujemy w książce i możemy ruszać. Nasz dive-master o imieniu Gamal dowiedział się, że już tu byliśmy i że jako-tako radzimy sobie pod wodą, postanowił, więc zrobić sobie wakacje i pozostać suchym. No cóż będziemy nurkować bez niego. Zabieramy ze sobą aparat fotograficzny, który kupiliśmy przed wyjazdem. Zrobimy takie zdjęcia, że hej!
Wieczorem wracamy do bazy. Aparat fotograficzny umożliwia przeglądanie zdjęć na ekranie telewizora i usunięcie nieudanych. Po pierwszej sesji zdjęciowej i po pierwszej selekcji, zdjęć zostaje niewiele, ale przed nami jeszcze prawie cały tydzień nurkowania.
Na drugi dzień, zastajemy na naszej łodzi nowego załoganta. Giorgio jest Włochem, instruktorem nurkowym i początkującym filmowcem. Popłynie z nami i zrobi z tego wyjazdu film. Film sprzeda nam, bo my będziemy głównymi aktorami, no może będą tam jeszcze ze dwie ryby.
Trzeba mieć wiele wyobraźni żeby uznać nas za gwiazdy filmowe – widać Giorgio ma jej wystarczająco dużo.

Woda ma 22st. C, ale dość mocno wieje. Łódź wywozi nas daleko w morze a tam wieje jeszcze bardziej i wcale nie jest zbyt gorąco.
Giorgio ubiera najpierw 3mm „żyletę” a później 6mm piankę. Schodzi z nami pod wodę. Po skończonym nurkowaniu, nasz młody „Fellini” odkłada delikatnie w bezpiecznym miejscu kamerę i zaczyna się trząść. 


 • strona 1 • strona 2strona 3 •

 




Copyright © 2007 www.masztalerz.eu. Strona wykonana przez be2art