|
„Hakuna Matata” w języku swahili oznacza „wszystko w porządku” i taką właśnie nazwę nosiła nasza łódź nurkowa. Podobno była po remoncie, ale wiele faktów przeczyło temu, np. komora silnikowa oddzielona była od przedziału dla nurków wykładziną podłogową przyciętą trochę zbyt wąsko. Krótko po wypłynięciu w morze powietrze w naszej kabinie miało kolor morski z przewagą niebieskiego. Podobno miała zupełnie nową załogę i niestety wiele faktów potwierdzało to... Każda łódź wożąca nurków z Centrum Nurkowego Barakuda ma swoje miejsce na przystani i nasza też. Staliśmy między Longimanusem a Fantazją. Za każdym razem, gdy podchodziliśmy do przystani na obydwu sąsiadujących z nami łodziach ogłaszano alarm i padała komenda „wszystkie ręce na pokład”. Nastrój grozy panował na Longimanusie, w oczach załogi widać było, jak nasza „Hakuna Matata” taranuje to błyszczące i pachnące farbą cacko i jak w końcu Longimanus osiada na odległym o jakieś 10m piaszczystym dnie. Do pomostu podchodzi się rufą. Nasza łódź kierowana załogą, która nie do końca posiadła wszystkie niezbędne umiejętności, miotana wysoką falą budziła grozę, ale wyzwalała też u patrzących nieprzebrane pokłady życzliwości, które przejawiały się w formułowanych konstruktywnych uwagach. Te uwagi fruwały na wietrze, były wywrzaskiwane i nadlatywały ze wszystkich stron. Oczywiście nasza załoga brała czynny udział w wymianie zdań i spokojnie wykrzykiwała swoje kwestie. Dopiero jak kończyliśmy manewry, w okolicy zapadała cisza, nikt nie miał siły dalej krzyczeć. Gapie powoli rozchodzili się, żeby kontynuować wylegiwanie się na piaseczku. Przedstawienie na dziś skończone. Spotkamy się tu jutro o tej samej porze. Wszyscy patrzyli na nas, schodzących dostojnie z pokładu jak na prawdziwych bohaterów, którzy mają odwagę pływać (a w szczególności podchodzić do pomostu) na takiej łodzi. Przedstawienie odbywało się codziennie, aż w końcu na 4 dzień Longimanus nie wytrzymał i wyszedł w morze zabierając ze sobą sporą grupę holenderskich nurków. Przestaliśmy dostarczać godziwej rozrywki znudzonym plażowiczom. „Hakuna Matata” dostarczała nam emocji do końca pobytu: a to rozładował się akumulator i nie można było uruchomić silników, a to można było wpaść do przedziału silnikowego przez odsuniętą klapę w pokładzie, bo pod spodem trwał właśnie drobny remont i obedrzeć sobie do krwi skórę na łokciach. Obdarte ze skóry łokcie były dobrym poligonem dla plastrów antynikotynowych, które zastosowaliśmy na rany z braku innych. Nie stwierdzono jednak, by skuteczność tak zastosowanych plastrów wzrosła. Naszym przewodnikiem był Gamal. Lubimy Gamala, a on lubi nas! Wie, że do wody wchodził będzie w ostateczności i że najczęściej wróci z nurkowania suchutki. Tym razem pomagał mu Eryk. Młody Belg przyjechał z Tajlandii. Pracował tam jako przewodnik nurkowy. Dom, w którym mieszkał stał na wzgórzu i to go uratowało. Niczego nie zauważył, dopiero jak wyszedł z domu do Centrum Nurkowego zobaczył ogrom zniszczeń.
• strona 1 • strona 2 • strona 3 •
|