Marsa Alam - 1 (strona 3)




Odczuwam wszechogarniającą tremę i kompletną pustkę w głowie. Piaszczyste dno opada łagodnie w dół. Schodzę na jakieś 7 może 9 metrów, tocząc uporczywą walkę o życie. Zajęty ciągłym sprawdzaniem przyrządów widzę niewiele tym bardziej że po nieostrożnym opadnięciu na dno podniosłem z niego chmurę piasku i wypłoszyłem wszystko co żywe w promieniu kilkunastu metrów.

 

Po wyjściu z wody, targają mną sprzeczne uczucia.

Mówię:

    - pod wodą było pięknie!

Myślę:

    - jak pięknie, że udało mi się ujść z życiem!

 

Jak widać: tak czy inaczej jest „pięknie”.

 

Pozostając „w stresie” zużywam błyskawicznie zabrane ze sobą powietrze, po 30 minutach pozostawania pod wodą moja butla jest prawie pusta.

Przede mną drugie nurkowanie. Koniec wylegiwania się na piasku, będziemy próbować jeszcze raz. Tym razem jest zdecydowanie lepiej. Mieszkańcy morza spoglądają na mnie podejrzliwie, gotowi do natychmiastowej ucieczki jak tylko zacznę wierzgać nogami w okolicach dna.

Niesamowite, bajkowe twory i kolory. Przeźroczysta, kryształowa, ciepła woda i szaleństwo form, kształtów i barw. Za każdym, kolejnym zejściem pod wodę widzę coraz więcej drobiazgów i szczegółów, mimo, że nurkujemy ciągle w tym samym miejscu. Powoli przestaje to być uporczywa walka o przeżycie, chociaż trudno mówić o super komforcie.

Organizacja dnia wygląda następująco: rano śniadanie a później wyjazd na nurkowanie. Do obozu wracamy późnym popołudniem, zjadamy obiad i po wieczornych dyskusjach sumujących dzień idziemy spać.

Kolejne nurkowania odbywają się z brzegu w malowniczej zatoczce. Tak jest łatwiej a my ciągle jesteśmy „żółtodziobami”. Zabieramy po dwie butle. Po pierwszym nurkowaniu przerwa około 2 godzin i drugie wejście pod wodę.

W przerwie wylegujemy się na piasku i pijemy świetną, bardzo mocną i bardzo słodką herbatę. Można też popływać w morzu. Wybrzeże jest urozmaicone, jakieś wzgórza na prawo i lewo.

Jeden z kolegów zamiast wylegiwać się podczas przerwy w nurkowaniu, wybrał się na takie wzgórze. Egipcjanie, którzy nas tu przywieźli, zauważyli wędrowniczka dopiero po chwili. Zwykle zachowywali się flegmatycznie i powoli, tak teraz rzucili się biegiem i wrzeszcząc w niebogłosy usiłowali go zawrócić.

Jak się okazało okoliczne wzgórza są zaminowane....

 

Ze strony egipskiej opiekuje się nami dive-master o imieniu Mohamed (połowa Egipcjan ma na imię Mohamed, 45% ma na imię Ahmed, pozostali to Mahdi). Proponuje nam (za dodatkową opłatą) wyjazd na pełne morze, na rafę delfinów. Zgadzamy się.

 

 strona 1strona 2strona 3 • strona 4strona 5

 




Copyright © 2007 www.masztalerz.eu. Strona wykonana przez be2art