|
Najlepsze miejsce do spania jest na górnym pokładzie. Łódź delikatnie kiwa się przycumowana niedaleko rafy. Czasami przesunie się kilka merów w bok albo obróci tak żeby widok na niebo nie był jednostajny i żebym mógł swobodnie obserwować kolejne fragmenty nieba. Wokół panują kompletne ciemności rozpraszane jedynie światłami łodzi. Czasami widać spadającą gwiazdę. Deszcz na pewno nie będzie padał. Żadnego buczenia klimatyzacji, słychać tylko poświstywanie wiatru. Mój kompan z kajuty cieszy się, że „mieszka w jedynce” a ja mam sypialnię, która nie ma ścian a żaden sufit zrobiony przez budowlańców nie może się równać z moim. Bardzo wcześnie rano wstają niezwykle uciążliwe, pustynne muchy. Koniec spania, tym bardziej, że zaraz przyjdzie Talat i zarządzi pobudkę. To jest pewna wada, ale dotyczy wszystkich miejsc sypialnych. Nagle słyszę tupot nóg najpierw po pokładzie a później po schodkach. Ktoś majstruje przy stanowisku manewrowym, ruszają silniki. Słyszę głośne okrzyki Egipcjan. Kątem oka widzę, że za kołem sterowniczym stoi sam kapitan. Wbiegają koledzy:
- Śpisz? - Tak, śpię. - Popatrzcie, łódź tonie a on sobie spokojnie śpi...
Zerkam za burtę. Łódź jest bardzo blisko rafy, ale do zatonięcia jeszcze daleko. Zresztą leżę na najwyższym pokładzie, naokoło pełno materaców. Delikatnie przewracam się na drugi bok żeby lepiej widzieć i czekam na dalszy rozwój wypadków. Nie wiem, o co chodzi i napewno nikomu nie pomogę. Najlepiej jak nie będę przeszkadzał. Podobno pod wpływem silnego prądu wody „puściła” jedna z kotwic i nasza łódź niebezpiecznie zbliżyła się do rafy. Teraz kotwicę trzeba wyciągnąć i ustawić w nowym miejscu. Najbliższa przyszłość łódki znajduje się w rękach kapitana, który dyryguje swoją załogą i stara się bezpiecznie ustawić nasz tymczasowy dom. Jak już manewry zakończą się to ktoś z załogi dostanie „po łbie”, bo o grożącym niebezpieczeństwie zawiadomili kapitana nurkowie a załoga w tym czasie smacznie spała, a powinno być odwrotnie! Całe zamieszanie powoli cichnie a ja mogę wrócić do dalszej obserwacji nieba, a może pójdę już spać. Pierwsze nurkowanie odbywa się bardzo wcześnie rano. Trochę odetchnąłem jak zobaczyłem, że na sąsiedniej łodzi wtedy, kiedy ja wstaję to dzielni nurkowie już wskakują do wody.
Jesteśmy na safari. Na trasie, o której mówią, że jest najładniejsza na Morzu Czerwonym. Zaczynamy w Marsa Alam. Tak jak kiedyś przed siedmiu laty jedziemy autobusem wzdłuż wybrzeża. Bez trudu rozpoznajemy miejsce gdzie stał nasz namiotowy obóz. Teraz trwają tam prace budowlane, szkoda trochę naszych starych, dobrych namiotów. Na początek po nurkowaniu sprawdzającym na Shaab Marsa Alam idzie Elphinstone. Nurkowałem tu już dwukrotnie i teraz jest podobnie. Z łodzi zabierają nas Zodiaki i wywożą na drugi koniec ściany, będziemy spływać z prądem w kierunku naszej łodzi. Wysoka fala rzuca Zodiakiem. Na sygnał obsługi wyskakujemy do wody a pod powierzchnią spokojna, niebieska cisza. Ogromna, prawie pionowa ściana, pokryta niezliczoną ilością kolorowych miękkich korali. Pięknie.
• strona 1 • strona 2 • strona 3 •
|