Deep South (strona 3)




Zawracamy i kierujemy się na północ. W planie jest Sataya. Rozległa laguna z piaszczystym dnem, prawie dookoła otoczona rafą. Przewodnicy twierdzą, że przez okrągły rok można spotkać delfiny. Kapitan bezbłędnie znajduje przejście pomiędzy fragmentami rafy i wpływamy do środka. Podajemy cumę do innej łodzi, która wpłynęła tu wcześniej i wskakujemy na Zodiaki.
Z wody wystaje kilkadziesiąt płetw grzbietowych. Podpływamy blisko i wyskakujemy z Zodiaka. Chwilkę płyniemy razem, ale różnica prędkości jest zbyt duża. Stado znika nic sobie nie robiąc z tego, że zostajemy sami. Podpływamy jeszcze raz i znowu chwilę płyniemy razem. Robię kilka zdjęć i zostaję w wodzie. Nie mam ochoty na dalsze ściganie delfinów Zodiakiem. Popłynę powolutku w kierunku łodzi, może spotkam je po drodze? Niestety, odpłynęły w odległy zakątek laguny i więcej ich nie widziałem.

Malutka, ale przepiękna rafa Malahi Reef. Skomplikowany labirynt tajnych przejść i wąskich przesmyków, pięknie oświetlony od góry. Na deser Claudia Reef. W końcu Abu Galawa z wrakiem holownika, który zatonął w latach pięćdziesiątych.
Tym razem skorzystam z okazji i wezmę udział w nocnym nurkowaniu. Kolega robi film i będzie używał mocnych lamp. Mam plan by skorzystać z tego światła i zrobić jakieś zdjęcia. Widzę grupkę ryb, która powoli zmierza w kierunku samotnie stojącego fragmentu rafy. Opłynę z drugiej strony, zaczekam a jak nadpłyną zrobię im zdjęcie. Poruszam się powolutku tuż nad dnem. Staram się nie zmącić wody i uważnie obserwuję miejsce, z którego powinny nadpłynąć ryby. Aparat fotograficzny w pogotowiu, oddech wstrzymany i nagle czuję, że ktoś mocno szarpie mnie za uprząż kamizelki.

    - Zamorduję! Muszę tylko zobaczyć, kto to – myślę sobie.

Odwracam się i widzę jak Ania z przerażoną miną wskazuje ręką na dno pode mną. Szybko odbijam się od piasku, spoglądam tam i widzę dwie duże skrzydlice. Dysponują silnym jadem, w który wyposażony jest kolec umieszczony na grzbiecie a ja o mało, co nie położyłem się na jednej z nich.

Tym razem Ani jednak nie zamorduję.

Mamy dwójkę dive-masterów. Młody Egipcjanin Talat chodzi poważny, zasępiony i pochmurny po łodzi. Zaczął się uśmiechać dopiero w przedostatni dzień, kiedy zobaczył jak podczas wykonywania zdjęcia do rodzinnego albumu, cała ekipa Waleni ustawiona do fotografii i starająca się robić miłą minę, została nagle, niespodziewanie i obficie oblana wodą przez załogę.
Drugim fachowcem jest Agnieszka. Sympatyczna, młoda dziewczyna z Wrocławia, która na dalekim południu Egiptu jest pierwszy raz i bardzo się jej tu podoba.
Wpływamy do Hamaty, to już koniec safari. Po drodze na lotnisko wstępujemy jeszcze na kolację do zaprzyjaźnionej bazy w Safadze. Wracamy w komplecie i bez żadnych strat własnych. Tam jest całkiem bezpiecznie, nikt nie skaleczył sobie nawet palca. A rękę złamać sobie można np. w Łodzi...

 

• Zobacz zdjęcia - Deep South


 strona 1strona 2 strona 3 • 

 




Copyright © 2007 www.masztalerz.eu. Strona wykonana przez be2art